- (8 strony)
-
- « Pierwsza
- ←
- 6
- 7
- 8
Bal w Sentinel
#141
Napisano 31 May 2010 - 20:25
- Dziękuję panie... - Misqse wymownie zawiesiła głos popatrując na dunmera, rzeźnikiem nie wypadało gu już nazywać, choć pewnie zmieniłaby zdanie gdyby zajrzała do kuchni. W tak zwanym między czasie złotym trzewikiem z całkiem konkretnym obcasem sprzedała bretonowi kilka kopniaków. W ogólnym rozrachunku pewnie nie będą szkodliwe, ale z pewnością zostanie mu na pamiątkę kilka siniaków pod żebrami.
#142
Napisano 31 May 2010 - 21:54
#143
Napisano 02 June 2010 - 20:19
-Pytania proszę zostawić nam, bo będziemy żądać odpowiedzi.-mruknął mężczyzna, który właśnie wszedł do holu. Wysoki Redgard, odziany w kolory Hammerfell, patrzył na Viquesa z widoczną pogardą. Zebrani już wcześniej widzieli ów strój. Był to mundur straży pałacowej. W końcu ktoś przybywał z odsieczą. Redgard skinął na dwóch strażników, którzy natychmiast podbiegli do Bretona stawiając go prosto na nogi i trzymając za ręce. Mężczyzna celujący w sekretarza z kuszy, opuścił broń, gdy tylko jego kompani znaleźli się przy mężczyźnie. Jednak cały czas obserwował Bretona, gotów natychmiast zainterweniować, gdyby tylko ten okazywał jakieś agresywne zachowanie.
-Mam nadzieję, że Pani nic się nie stało przez... ową napaść?-zapytał z powątpiewaniem, kompletnie nie nadążając za sytuacją. Jednakże niepewność natychmiast została zastąpiona surowością.- Raz! Raz!-krzyknął. Przez drzwi wbiegło czterdziestu strażników. Dziesięciu pozostało na dole, reszta pobiegła szybko ku górze.-Nie wiem, co tu się stało, słyszałam tylko pogłoski, jednakże widzę, iż jest tu Pani jedyną osobą trzeźwo myślącą, dlatego byłoby wskazane, gdyby opowiedziałaby Pani co tu zaszło. Następnie odeskortujemy Panią do hotelu. A tego szaleńca, do aresztu.-ostatnie zdanie tylko mruknął. Jak on nie znosił Bretonów. Z chęcią by go skopał, lecz gdyby okazało się, że ten łachmyta był gościem, lepiej nie myśleć o konsekwencjach... Jednakże był pewien, że go przesłucha...boleśnie...-Pozwoli Pani?-zapytał Bosmerki, wskazując jej drzwi, aby wyprowadzić ją z tego chaotycznego miejsca...
Dunmerka spojrzała z wdzięcznością na mera. Przynajmniej jedna dobra "rzecz", która wynikła z zadawania się z Esthelem. Zmarszczyła brwi słysząc regularne stukanie butów po posadzce. Znowu wrogowie? Po chwili, trzydziestu strażników znajdowało się w sali balowej. Mimo iż większość z nich nie była podlotkami i niejedno widzieli, teraz patrzyli się po sali, niedowierzając oczom. To się kanclerz zabawiła... ale w co?
-Rychło w czas!-warknęła merka.- Część zostaje tutaj, reszta, łącznie z Dunmerem...-wskazała Naryona skinięciem głowy.-Pójdzie do mistrza Azendorfa. Powinien być u góry.-już się rozdzielili, gdy nagle Len krzyknęła "stać!" Podeszła do jednego ze strażników, który zostawał razem z nią, wzięła od niego miecz i podała go merowi.-Idź. Znajdźcie de Maela i zabijcie tego, co tu urządził takie widowisko.-och jaka była wściekła. Oczywiście na kimś się musiała wyładować... Strażnicy stwierdzili na dzień następny, że woleli tortury....
Bosmer nawet się nie bronił. Był zbyt przerażony. Zbyt zajęty myśleniem o karze jaką mu zgotuje jego Pani. Odcięta głowa potoczyła się pod ścianę. Krew... Jeszcze więcej krwi wylewało się na podłogę... Niewinnej krwi, choć czy na pewno niewinnej? Czy stając po stronie wroga można być niewinnym?
Straż jednak zbliżała się powoli do Altmera, niosąc nowe wieści.
-Mistrzu!-zawołał Redgard, który stał na czele dwunastoosobowej części straży.
Użytkownik Lenka edytował ten post 02 June 2010 - 20:47
#144
Napisano 04 June 2010 - 13:43
- Wiemy już, kto tu tak nabroił? - Zapytał Naryona.
Użytkownik Mroczuś edytował ten post 04 June 2010 - 14:41
#145
Napisano 04 June 2010 - 16:12
- Do hotelu sama się odprowadzę. - odparła z naciskiem - A co, tego co się tu zdarzyło.. - potoczyła ręką wkoło - Wydaje mi się, że pani Kanclerz gdzieś w piwnicach miała dość egzotyczne zoo, które dziś uciekło. O proszę. - podniosła z ziemi czaszkę i podrzuciła w dłoniach - Uroczy pupilek, nieprawdaż?
Użytkownik Misqse edytował ten post 04 June 2010 - 16:13
#146
Napisano 05 June 2010 - 23:53
#147
Napisano 06 June 2010 - 19:56
- Posiłki? Na razie sobie poradziłem, ale cieszę się, że was widzę. Mam nadzieję, że parter i goście są już bezpieczni. Trochę was jest więc, słuchajcie ustawić się w dwie kolumny, każda po jednej stronie korytarza, odstępy dwa metry i za mną. Przypuszczam, że mamy do czynienia z czarodziejem, lub czarodziejką. Lepiej by ktoś miał broń miotaną, jak nikt nie ma, to dwóch ostatnich niech skoczy i coś w koszarach na dole poszuka. Reszta w szyku za mną! – wskazał mieczem drogę, z której nadszedł starzec, którego głowę miał ze sobą i pobiegł na przód.
#148
Napisano 07 June 2010 - 19:48
Nadal czuł się nieco śpiący, mimo to tryskał wigorem i elokwencją. Nie da się poniewierać byle czarnemu tałałajstwu, które nawet wolności nie potrafi sobie zapewnić. Rozpęta im piekło jakiego w życiu nie mieli, pożałują że popełniają tak haniebny błąd.
#149
Napisano 07 June 2010 - 20:17
-Puśćcie go!- rozkazał surowym tonem strażnikom, którzy natychmiast puścili sekretarza, lecz dalej stali obok, nie odstępując Bretona na krok.-Z przyjemnością się zobaczę z naszą Panią Kanclerz, więc mniemam, że udamy się razem do... hmm... gdziekolwiek ona się teraz znajduje.-spojrzał na trzymaną przez Bosmerkę czaszkę. Wyglądała mu na starą, co napotkało niejaką ulgę, że nie oskórowali kogoś międzyczasie.-Mogę zaręczyć, że jeszcze dzisiaj w piwnicach było tylko wino. O cmentarzysku nic mi nie wiadomo, przynajmniej nie w Pałacu. Wolałbym jednak, aby Pani tak tym radośnie nie rzucała, bo będę zmuszony zadać Pani bardziej szczegółowe pytania, czy aby nie jest Pani zamieszana w to co się tu wydarzyło, mimo iż jest Pani tu gościem... Ta beztroska...-ostatnie zdanie mruknął, patrząc zimno na Bosmerkę. Wydawała mu się lepszą "partnerką" do dyskusji niż ten krzykacz, co nie zmieniało faktu, że oczywiście w jego oczach nie była mu równa. I bynajmniej nie chodziło mu o wzrost.
-Tak jest Mistrzu!-powiedział szybko prowadzący część straży. Na czoło szeregu wyszło dwóch strażników z kuszami. Rozglądali się z ostrożnością, pomieszaną z obrzydzeniem.-Kapitan Nachae przesyła jeszcze jedną wiadomość. Widziano jakąś czarnowłosą kobietę, która zmierzała w stronę ogrodów pałacowych. Ubranie jej kazało wnioskować, iż może to być jeden z gości na uroczystości. To tyle Mistrzu.-skłonił się Altmerowi, po czym chwycił za miecz aby nie dac się zaskoczyć, tak jak ów biedny bezgłowy nieszczęśnik.
#150
Napisano 09 June 2010 - 21:17
#151
Napisano 22 June 2010 - 21:56
- Cholera, tym aż żal walczyć - powiedział tonem, który czynił wypowiedź niemal jękiem rozpaczy, zerknął smutno na sztylet i żeby już się nie męczyć zwrócił się do Azendorfa. - Mamy iść na końcu kolumn?
Użytkownik Eithelnen edytował ten post 22 June 2010 - 21:57
#152
Napisano 23 June 2010 - 22:10
- Najlepsze przebranie jakie ktoś kto chciał coś uknuć to właśnie podać się za gościa, lub członka balu. Nie widzę tylko wciąż sensu w tym wszystkim, brakuje ostatecznego elementu układanki. Dobra słuchajcie - podniósł głos - szukamy kobiety, czarnowłosa, być może nadal w stroju balowym. Za wielu gości się tu nie ostało. Zachowajcie ostrożność. Jeśli znajduje się w ogrodach to zajmiemy się tym za chwilę, nie możemy zostawić potencjalnego wroga za plecami, trzymamy się pamiętajcie razem w odstępach. Sprawdzimy piętro, po czym skierujemy się na dół - przeniósł wzrok na Dariela, do którego podszedł i wysłuchał co ma do powiedzenia, co skwitował - Bardzo dobrze Waść uczyniłeś, teraz kłopotu nam nie sprawi, a później rozliczy się z nim Kanclerz. Towarzyszka utkwiła nam wszystkim chyba dobrze w pamięci, wszystko może wskazywać na to, że użyła Viquesa jako zasłony dymnej. Nie wiem co dziadzia robił jednak tak długo u góry... - podniósł głowę, z której jeszcze kapała krew - nie zdążył mi powiedzieć, w ogóle nie był rozmowny. Przyda nam się Twoja pomoc w łowach - klepnął Dariela w ramię i wskazał korytarz, którym będą szli Naryonowi - idziemy tamtędy, najlepiej i najbezpieczniej iść na końcu, ale możesz podążać gdzie w szyku chcesz, byle byś uważał na odległość. Tym sztyletem mam nadzieję potrafisz dobrze rzucać, bo w walce z czarodziejem poza rzutem na wiele Ci się nie przyda, skombinuj sobie jeszcze jakąś broń, dla pewności. Dobra czas nas goni kompania, polowanie czas zacząć - wyruszyli na poszukiwania.
#153
Napisano 29 June 2010 - 23:44
#154
Napisano 16 July 2010 - 21:27
#155
Napisano 26 July 2010 - 11:05
W tym czasie dobiegł ich straszny huk, który zdawał się nadpływać z ogrodu. Ów hałas brzmiał jakby coś się właśnie zawaliło. Ziemia lekko się zatrzęsła.
Lenorelai widząc, że strażnicy zajmują się powoli gośćmi, skierowała się na dół, skąd dobiegały odgłosy głośniejszej rozmowy. Widząc kapitana uśmiechnęła się do niego blado, mierząc złym wzrokiem Bretona.
-Myślę, że starczy nam wszystkim na dziś atrakcji. Gości trzeba będzie odtransportować do Zakonu. A w przypadku przytomnych gości, należy zadbać o ich wygodę, poza pałacem, który aktualnie wydaje się średnio przyjaznym miejscem.-popatrzyła zmęczonym wzrokiem po parterze pałacu, na truchło impa się wzdrygnęła.
-Tak jest!-odpowiedział kapitan z ukłonem. Razem ze swoimi przybocznymi skierował się do sali balowej pozostawiając Dunmerce Viquesa i Misqse.-Proponują wyjść stad, zanim nas znowu coś nie napadnie...-powiedziała słabo opuszczając wraz z resztą pałac.
Użytkownik Lenka edytował ten post 26 July 2010 - 11:07
#156
Napisano 26 July 2010 - 15:11
- Prowadźcie jak najszybciej do ogrodów, chyba tam był ten huk – zwrócił się do towarzyszących strażników – pamiętajcie jednak o zachowaniu nadzwyczajnej ostrożności. A teraz prędko.
- (8 strony)
-
- « Pierwsza
- ←
- 6
- 7
- 8

Logowanie
Rejestracja
Pomoc


Do góry
Cytuj



